Karibu Kenya!
27 grudnia odbyły się wybory prezydenckie w Kenii, jeden z kandydatów złożył obietnice, jak to zwykle przy wyborach, bez pokrycia, obiecał rozdać ziemię biednym ludziom mieszkającym w slumsach. Drugi za wszelką cenę, jak to zwykle bywa w polityce, chciał utrzymać dotychczasową pozycję prezydenta. Obaj kandydaci pochodzą z plemion, które za sobą nie przepadają tj. Kikuyu i Luo, ale które żyją w zgodzie od dziesiątków lat. Niezadowolona z wyniku wyborów część plemienia Luo postanowiła wypędzić ze swoich terenów ludzi Kikuyu. W niewielkim rejonie Kenii, tzw. Zachodniej Kenii, w obrębie miast Kisumu, Eldorad i Kakamega, niestety polała się krew, zginęło kilkaset osób. Ktoś nie wysłał na czas policji i wojska. Większość Kikuyu mieszkających w newralgicznym rejonie przeniosła się na południe, na swoje rdzenne tereny, tam czasowo zamieszkali w przygotowanych przez rząd i ludzi obozach namiotowych. Zszokowana reszta Kenijczyków zadawała pytanie jak mogło do tego dojść, przecież Kenia jest ich dumą i honorem, ukochaną ojczyzną…
Ta smutna historia trwała dwa tygodnie, dwa tygodnie, które pomimo zamieszek na zachodzie kraju spowodowały ogromną mobilizację Kenijczyków. Wszędzie można było usłyszeć „Kenia to Ty i Ja”. Kenijczycy to mądrzy ludzie, przez prawie pięćdziesiąt lat po odzyskaniu niepodległości stworzyli najlepiej prosperujący kraj w tej części Afryki. Organizacja Narodów Zjednoczonych doceniając pozycje Kenii ulokowała tu jedną z czterech głównych swoich siedzib, Kenia stała się ikoną Afryki nowoczesnej, rozwijającej się i przyjaznej dla świata, ikoną safari i dziewiczej przyrody, niezliczonej ilości dzikich zwierząt. Nigdzie indziej nie żyje tyle dzikich zwierząt poza parkami narodowymi ile właśnie tu.
W tych pierwszych tygodniach 2008 roku byłem w swoim mieście – Nairobi. Pijąc kawę w jednej z kafejek patrzyłem niemal osłupiały w ekran telewizora, z którego dowiadywałem się, że stolica Kenii płonie, że kraj niszczy wojna domowa. Nerwowo zacząłem się rozglądać dookoła, ale ludzie jak zawsze przemierzali ruchliwe ulice Nairobi, nie zauważyłem wiecej policjantów niż zazwyczaj. Znajomi z Polski rozdzwonili się z przerażeniem w głosie, czy nic mi nie jest. Boże, nic! Nic mi nie jest, nikomu nic nie jest! Mielismy zamieszki jakie zdarzają się niestety czasem przy wyborach, zamieszki jakie bywają przecież w cywilizowanej Europie, żeby przypomnieć zamieszki w Paryżu, Londynie, nawet w Warszawie przy okazji wizyty górników.
Na przełomie stycznia i lutego przejechałem z klientami naszego biura niemal całą Kenię od Nairobi aż po granicę z Etiopią, w rejonie Jeziora Turkana. Podświadomie szukaliśmy śladów „wojny”. Nie ma wojny, nie było! Wszędzie lokalni ludzie witali nas jak zwykle z uśmiechem i serdecznością, bo Kenijczycy są przecież znani z gościnności i serdeczności.
Kolejny raz doświadczyłem jak łatwo można stworzyć subiektywną prawdę, pożywkową rzeczywistość rzuconą na żer mediów i mas łaknących krwawych informacji, jak wielkie jest pragnienie pokazania tylko tych złych wiadomości tak jakby ludziom zależało na zochydzaniu sobie naszego świata zamiast podtrzymywaniu wiary, że może być i jest piękny! Dlatego zresztą od kilkunastu lat nie posiadam telewizora, mieszkając w Kenii codziennie doświadczam piękna i spokoju patrząc na uśmiechniętych ludzi, nawet kiedy niewiele mają, słońce i przestrzeń bez końca.
Dzisiaj Kenijczycy pytają mnie: Bwana Gregory, wapi wageni? – "Gdzie są goście, turyści, przecież czekamy na nich, zawsze do nas przyjeżdżali na safari, gdzie oni są? Bez nich ciężko nam żyć, dawali nam pracę a my im słońce, zwierzęta i uśmiech…" Turystyka stanowi główne źródło dochodów ogromnej części Kenijczyków a dzisiaj niestety tryskająca zielenią sawanna, busz pełen dzikich, pięknych zwierząt i śnieżnobiałe plaże świecą pustkami.
Cały czas warto przyjeżdżać do Kenii, jest cały czas tak samo urzekająca, warto odwiedzać najsławniejsze Parki Narodowe świata, warto uścisnąć dłoń wojownikowi Morani i zrobić serię portretów gładkoskórych Masajek o szlachetnych rysach, warto zanurzyć się w dziewiczą przyrodę, warto skosztować ugali czy nyama Choma, warto patrzeć na stada słoni czy lwią rodzinę leniuchującą w cieniu akacji.
Bez obaw! Każdego powita słońce i życzliwy uśmiech Kenijczyków!
Karibu Kenya!

www.evl.pl